
Niemiec bierze kredyt na 3,7%, a Ty na 6% i więcej. Skąd ta różnica naprawdę się bierze?
KLUCZOWA RÓŻNICA W CENIE KREDYTU Moja siostra w Niemczech płaci za kredyt 3,7%. A ja w Polsce - 6% i więcej. To zdanie słyszymy bez przerwy. I rzeczywiście – różnica jest ogromna. Łatwo z tego wyciągnąć wniosek, że polskie banki po prostu zdzierają. Ale to nieprawda – i co ważniejsze, taka odpowiedź niczego nie tłumaczy. Żeby zrozumieć, skąd naprawdę bierze się ta różnica, trzeba cofnąć się o ponad dwieście lat.
Cofnijmy się do XVIII wieku. Prusy, rok 1769. Kraj dźwiga się po wyniszczającej wojnie siedmioletniej, a właścicielom ziemskim brakuje pieniędzy na odbudowę majątków - banki zaś boją się pożyczać na dłużej. Z tego okresu pochodzi pomysł przypisywany królowi Fryderykowi II: zamiast pożyczać z własnej kieszeni, instytucja wypuszcza specjalny papier, zabezpieczony na ziemi i nieruchomościach pożyczkobiorców. Tak rodzi się pierwowzór listu zastawnego - po niemiecku Pfandbrief.
Pomysł okazał się tak dobry, że rozlał się po Europie. Francja wprowadziła własne prawo o listach zastawnych w 1852 roku. Dania zbudowała wokół nich cały system finansowania mieszkań, który do dziś należy do największych na świecie. Niemcy doprecyzowali zasady ustawą z 1899 roku - i od tamtej pory, przez dwie wojny światowe, hiperinflację i podział kraju, ten mechanizm działa nieprzerwanie.
INSTYTUCJE BUDOWANE PRZEZ POKOLENIA Tania, długa, stała rata na Zachodzie nie spadła z nieba. Jest owocem instytucji, którą budowano i szlifowano przez ponad 250 lat.
Wyobraź sobie bank, który ma pewien problem.
Przychodzisz do niego po kredyt: chcesz pożyczyć dużą kwotę na 25 lat, ze stałą ratą. Bank chętnie Ci jej udzieli, tylko skąd ma wziąć te pieniądze? Nie trzyma w skarbcu gotówki odłożonej na ćwierć wieku. Musi ją skądś pożyczyć – najlepiej tanio, na długo i bezpiecznie. Bo skoro obiecał Ci stałą ratę na lata, sam też potrzebuje pieniądza „na stałe”, a nie takiego, który ktoś może mu zabrać w każdym momencie.
I tu wchodzi list zastawny. To po prostu papier, który bank sprzedaje inwestorom, żeby zdobyć pieniądze na Twój kredyt. Mówi im mniej więcej tak: Pożyczcie mi pieniądze. Będę Wam płacił stały procent przez lata. A żebyście się nie bali, że ich nie odzyskacie - pod ten papier podkładam jako zabezpieczenie kredyty hipoteczne moich klientów. Gdyby mój bank kiedyś upadł, macie pierwszeństwo do tych mieszkań. Wasze pieniądze są bezpieczne.
ISTOTA LISTÓW ZASTAWNYCH Inwestorzy – fundusze emerytalne, ubezpieczyciele ale także inwestorzy indywidualni - szukają miejsca, gdzie mogą bezpiecznie i długoterminowo ulokować swoje pieniądze. List zastawny jest dla nich jak skarbiec: pewny, zabezpieczony na realnych nieruchomościach.
Skoro papier jest tak bezpieczny, inwestorzy zadowalają się małym zyskiem - nie ryzykują, więc nie żądają wysokiego procentu. A skoro bank tanio pożyczył od inwestorów, to tanio (ale drożej niż sam pożyczył) pożycza dalej Tobie. Dokłada swoją marżę.
Niemiecki bank ma więc tanią „hurtownię” długiego pieniądza. I właśnie dlatego może dać siostrze z naszego przykładu stałe 3,7% na lata.
I tu dochodzimy do polskiego problemu.
Polska też ma listy zastawne - tyle że rynek jest mikroskopijny. To zaledwie około 0,2% rynku europejskiego. Dla porównania: niemiecki Pfandbrief to jeden z największych segmentów tamtejszego rynku obligacji. My mamy ledwie jego ślad.
Skąd więc polskie banki biorą pieniądze na kredyty? Przede wszystkim z bieżących depozytów - czyli z pieniędzy, które klienci trzymają na kontach i lokatach.
RYZYKO NIEDOPASOWANIA TERMINÓW Depozyt to pieniądz krótki - klient może go wyjąć w każdej chwili. A kredyt hipoteczny to zobowiązanie na 25-30 lat. Bank finansuje więc coś bardzo długiego czymś bardzo krótkim. To jak budowanie mostu z desek, które ktoś może w każdej chwili zabrać. Takie niedopasowanie jest ryzykowne, a za ryzyko zawsze ktoś płaci. W tym wypadku płaci je kredytobiorca, w wyższej cenie stałej stopy oprocentowania kredytu.
Skoro bank nie ma długiego, taniego finansowania z listów zastawnych, musi sobie inaczej radzić z ryzykiem stałej stopy. Robi to przez transakcję zwaną IRS – to ona stoi za wyceną oprocentowania stałego w polskich bankach. Upraszczając: bank kupuje na rynku zabezpieczenie przed wzrostem stóp i jego koszt dolicza do Twojej oferty. Im drożej kosztuje to zabezpieczenie, tym wyższa stała stopa.
To właśnie dlatego polskie oprocentowanie stałe potrafi rosnąć nawet wtedy, gdy bank centralny nie rusza stóp – bo idzie za rynkiem, nie za Radą Polityki Pieniężnej. W systemie opartym na liście zastawnym to ryzyko bierze na siebie rynek kapitałowy. U nas, przy finansowaniu z depozytów, przerzucane jest na kredytobiorcę.
Brak taniego, długiego finansowania ma swoje skutki. W Polsce „stała stopa” to zwykle zaledwie 5 lat - potem oprocentowanie i tak jest ustalane na nowo. Dla porównania: w USA standardem jest 30 lat, we Francji 20-25, w Niemczech 10-15. My oferujemy najkrótszą stałą w tej stawce - bo nasz rynek finansowy jeszcze nie jest na to gotowy.
To nie jest kwestia złej woli. Polski bank nie jest gorszy od niemieckiego - on po prostu nie ma za sobą taniej hurtowni długiego pieniądza, którą Niemcy budują od ponad dwóch stuleci. To zaległość instytucjonalna, którą Polska dopiero zaczyna nadrabiać.
Listy zastawne to nie wszystko. Jest jeszcze druga, równie ważna przyczyna i tkwi w samej walucie.
Każda waluta ma swoją „cenę pieniądza”, czyli poziom, od którego zaczynają się wszystkie pożyczki w danym kraju. Wyznacza ją bank centralny swoją stopą procentową, a rynek dokłada do tego ocenę ryzyka. I tu złoty z definicji przegrywa z euro.
Powód jest prosty: euro to jedna z głównych walut świata, używana przez setki milionów ludzi w największych, najstabilniejszych gospodarkach. Inwestor, który pożycza w euro, czuje się bezpiecznie i zadowala się niskim oprocentowaniem. Złoty to waluta dużo mniejsza - bardziej narażona na wahania kursu, inflację i zawirowania polityczne. Za to ryzyko inwestor żąda wyższej zapłaty.
Polska ma dziś stopę procentową na poziomie 3,75%, a strefa euro 2,0%. Już na samym starcie pieniądz w złotych jest więc o blisko 1,75 punktu procentowego droższy niż w euro - zanim jeszcze bank doda swoją marżę. Do tego dochodzi wyższa polska inflacja, która utrzymuje stopy wysoko. Niemiecki bank nie jest lepszy - on po prostu pożycza tańszą, bezpieczniejszą walutę.
WPŁYW WALUTY NA KOSZT KREDYTU Sama zmiana waluty potrafi zmienić obraz: niemiecki kredyt jest tańszy nie dlatego, że tamtejszy bank jest uczciwszy, lecz dlatego, że euro jest po prostu tańszym i bezpieczniejszym pieniądzem niż złoty. Tej różnicy żaden polski bank nie jest w stanie odpuścić. Sam płaci wyższą cenę za finansowanie w złotych.
Jest jeszcze jeden element, który tłumaczy, dlaczego stała stopa drożała ostatnio nawet tam, gdzie kredyty są tanie.
Cena stałej stopy nie idzie za bankiem centralnym. Idzie za rynkiem - a rynek reaguje na to, co dzieje się na świecie. W ostatnich tygodniach napięcia wokół Iranu i wzrost cen ropy podbiły oczekiwania inflacyjne, a za nimi rentowności obligacji. I to nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Niemieckie serwisy finansowe wprost pisały o huśtawce stóp w rytmie nagłówków z Bliskiego Wschodu.
Efekt widać w aktualnych stawkach oprocentowania nowego kredytu na czerwiec 2026:
| Kraj | Oprocentowanie | Okres i typ stopy |
|---|---|---|
| Francja | 3,0% – 3,5% | Stała stopa 20 - 25 lat |
| Niemcy | ok. 3,7% | Stała stopa na 10 lat |
| Polska | ok. 6,0% i więcej | Stała stopa na 5 lat |
| USA | ok. 6,5% | Stała stopa na 30 lat |
I tu czeka nas zaskoczenie. Nowy kredyt w USA kosztuje dziś więcej niż w Polsce. Skąd więc słynne „w Ameryce mają 3%”? Bo to są kredyty sprzed kilku lat. Amerykanin, który wziął kredyt w 2021 roku na 3%, ma te 3% zamrożone na całe 30 lat - niezależnie od tego, co się dzieje i będzie działo na świecie.
SIŁA DŁUGOTERMINOWEJ STAŁEJ STOPY To właśnie siła długiej stałej stopy: chroni tych, którzy złapali tanio, choć nowym klientom nie obniża ceny. Widać tu dokładnie to, od czego zaczęliśmy: nie chodzi o to, który bank jest uczciwszy. Chodzi o to, jak zbudowany jest cały system finansowania kredytów i kto załapał się na tanią stałą, zanim świat zdrożał.
Różnica między polskim a niemieckim kredytem nie bierze się z chciwości ani z pecha. Składają się na nią trzy rzeczy: własna waluta, która jest droższa i bardziej ryzykowna niż euro, historyczna dominacja zmiennej stopy oraz brak rozwiniętego rynku listów zastawnych, czyli taniego źródła długiego pieniądza, które Zachód budował przez ponad 250 lat.
Dla Ciebie, jako kredytobiorcy, płynie z tego jeden praktyczny wniosek: skoro na cenę kredytu wpływają mechanizmy, na które nie masz wpływu, tym ważniejsze jest to, na co wpływ masz - czyli świadomy wybór między stałą a zmienną stopą i dobór właściwej oferty.
Zastanawiasz się, która forma oprocentowania jest najlepsza w Twojej sytuacji? Ekspert kredytowy NaszEkspert.pl przeanalizuje Twój przypadek i policzy realne koszty obu wariantów - bez zobowiązań. Umów bezpłatną konsultację.
Niemieckie stawki czerwiec 2026 (10-letnia stała ~3,5–4%): Dr. Klein, Finanztip, Bundesbank. Francuskie ~3,0–3,4%: Capifrance, Pretto. Amerykańskie ~6,5% (stała 30 lat): Freddie Mac, Bankrate. Polskie ~6%, stopa EBC 2,0%: dane rynkowe, EBC. Historia listów zastawnych (Pfandbrief 1769/1899, Francja 1852, Dania): Bundesbank, Bank for International Settlements. Udział polskiego rynku listów zastawnych (~0,2% rynku europejskiego): KNF. Okresy stałej stopy wg krajów: EBC, EMF Hypostat. Dane aktualne na czerwiec 2026.
Eksperci na NaszEkspert.pl odpowiadają w ciągu 4 godzin